NEWS   

   ARTISTS   

   CATALOGUE   

   VIDEO   

   CONTACT   

home.pop.newsletter
 
 
   CATALOGUE   


   At Home - "At Home"   
home.cd.002
releases date: 27.11.2006




Cena    20pln
Przesyłka   5pln; (priorytet)


Price    8eur
The Cost of Delivery    3eur; (priority)

1.    5:57
2.    5:23    *mp3
3.    4:39
4.    5:28
5.    3:17
6.    4:31
7.    3:06
8.    5:05


Pierwszy album duetu At Home (Tomasz Bień, Tomasz Kowalski) czytelnie ukazuje zainteresowania autorów zarówno sztuką współczesną, co architekturą. Materiał powstał pomiędzy marcem a wrześniem 2006 roku. Loopy akustycznych instrumentów i dźwięków otoczenia mieszają się ze skąpymi melodiami analogowych klawiszy, budując wielowarstwowe struktury. Utwory pomiędzy piosenką a instalacją dźwiękową. Bardzo osobisty, pełen emocji album, podany w subtelnej, współczesnej estetyce.


At Home's first album clearly points to the group's interest with both modern art and architecture. The songs were created between March and September 2006. Loops of acoustic instruments and surrounding sounds are mixed with sparse melodies of analog keyboards, thus creating complex multi-layer structures. Neither songs nor sound installations, At Home's music escapes clear-cut classification. This is a very personal album, full of emotions, recorded in a subtle, modern aesthetics.


REVIWES

      Numer dwa w katalogu nowej polskiej wytwórni to debiutancki album duetu At Home, który współtworzy założyciel labelu - Tomek Bień. Formacja wedle deklarowanych założeń wydawnictwa hołduje estetyce lo-fi. Brzmienie jest przykurzone i zamglone. Kompozycje same w sobie - też. Szeleszczące, rozwibrowane, rezonujące. Nakładane warstwami niczym farby przez malarza pojedyńcze dźwięki - elektroniczne tekstury, akustyczne pobrzdękiwania gitary i analogowe klawisze - tworzą subtelne, nostalgiczne obrazy. Przeważające tony to delikatne pastele. Melodie tchną więc naiwnością. Ale ostatecznie brak w tym pretensjonalności, bo jest naiwność dziecka - czysta i niewinna.

Michał Nierobisz (Exklusive, #49, 02/2007)



      At Home is a duo of Tomasz Bien and Tomasz Kowalski and their debut shares the melancholic, vaguely nai"f sweetness of the Green Blossom's CD-R reviewed here a few weeks ago (Vital Weekly 554). Their tracks are mostly based on sparse melodies played on analogue synth and many loops of acoustic instruments, with lots of jingling percussion going on, glockenspiel, bells, guitar, piano and small drums. Some tracks have an upbeat rhythm or hectic clatter, while others are drifting dreamily, but all are of a highly fragile quality. This might be just the right kind of music for watching the reflections on small crystal balls on a sunny day or some similar activity. And it is, without doubt, an excellent blend of clattery toy instruments, concrete sounds and delicate, utterly beautiful pop.

Magnus Schaefer (www.vitalweekly.net) #563



      Wszystko wskazuje na to, że uruchomiony niedawno label HomePop Records skupia głównie muzykujących Tomaszów - niedawno na naszych łamach ukazała się recenzja płyty Tomka Bednarczyka ("Summer Feelings"), dziś przysłuchiwać się będziemy muzyce dwóch Tomków: Bienia i Kowalskiego, tworzących wspólnie projekt At Home. Owa spójność imion idzie w parze ze spójnością brzmień - HomePop Records proponuje głównie spokojne, nagrywane w domowych warunkach utwory. W przypadku Tomka Bednarczyka jest to ambient, w przypadku At Home - coś, co sami muzycy określają mianem muzyki "POPsutej".
       Owa POPsuta estetyka okazuje się autorską mieszaniną folk-eletroniki, eksperymentów w nastroju lo-fi oraz wyraźnych ciągotek w stronę indie. Swoją muzyką At Home nawiązują do dorobku takich wytwórni jak Kranky czy Karaoke Kalk, duetowi blisko również do ostatnich, akustycznych wydawnictw Morr Music. Dość jednak tej wyliczanki, warto bowiem w kilku słowach opisać to, co dzieje się na tym albumie. Jeśli bowiem muzycy utrzymują, iż materiał nagrany został w warunkach domowych, to przyznać trzeba, że panowie muszą mieć w swym prywatnym otoczeniu zadziwiającą muzyczną graciarnię. Struktury poszczególnych utworów oparte są bowiem na niezliczonej ilości przeszkadzajek, poddawanych następnie różnego rodzaju rekonstrukcjom. Momentami ciężko rozszyfrować pochodzenie poszczególnych składników, przypominają one jedynie jakieś fragmenty dawnych, akustycznych źródeł. Całość zagrana została w duchu wielkiej melancholii, co nasuwa dodatkowe, tym razem islandzkie skojarzenia. Podobnie jak wybrani muzycy lodowej wyspy, również nasz duet za pomocą mikro-barw plecie ujmujące, kołysankowe ballady, w których czasem pojawi się śpiew, innym razem tylko przetworzony na różne sposoby głos. Brak tu jednocześnie szkieletu, którego słuchacz mógłby się chwycić - kolejne kompozycje zdają się nie tyle brzmień, co delikatnie unosić się w powietrzu. Momentami wrażenie to staje się wręcz nieznośne - szczególnie wtedy, gdy muzycy oferują nam tylko kilka, dość chaotycznie zestawionych ze sobą dźwięków - muzyczna mgła rozrzedza się wtedy niebezpiecznie mocno, my zaś tracimy wątek i skupienie. Na szczęście to tylko chwile artystycznych mielizn At Home.
       Muzyka duetu ma niezwykłą zdolność przystosowania się do otoczenia - nie bez powodu wśród swoich inspiracji panowie wymieniają Erika Satie, mistrza "furniture music". Dźwięki generowane przez Bienia i Kowalskiego - raz wypuszczone z odtwarzacza - szybko znajdują sobie miejsce w przestrzeni. Włażą w każdą szczelinę, oplatają każdy przedmiot; wszystko na tyle skutecznie, iż już po chwili nie jesteśmy w stanie stwierdzić w jakim momencie albumu właśnie się znajdujemy, i czy aktualnie odtwarzany numer zaczął się sekundę, czy pięć minut temu.

Krzysiek Stęplowski (www.nowamuzyka.pl)



...Twórczość At Home sprowadza się do cichej, ambientującej elektroniki z elementami odgłosów otoczenia, analogowych klawiszy i -dla odmiany- piosenkowego avant popu. Muzyka wyciszona, nieśmiała, choć jak zapewnia autor - bardzo emocjonalna...

Piotr Kowalczyk (Lampa, grudzień 2006/12)



      Debiutancki album duetu At home to druga propozycja nowego lo-fi labelu Home.Pop Records. Jak znalazł pozycja na długie zimowe wieczory i zgodnie z nazwą grupy a zarazem płyty - przystosowana raczej do słuchania w domu niz w klubie. Znajdziemy tu melodie oprawione loopami akustycznych instrumentów i dźwięków otoczenia, niekiedy subtelnym wokalem, a przede wszystkim prawdziwym bogactwem przeszkadzajek.
      Z samego początku lekko razi brak indywidualnego tytułu dla każdej z kompozycji. To trochę jak urodzić dziecko i nie nadać mu imienia. Z pewnością jednak jest to ciekawe spojrzenie na muzykę. Melodie te wydają się jakby muzycznymi ilustracjami do bajek Andersena i wcale nietrudno ulec zmiennym wrażeniom - raz przechodzimy wraz z Dziewczynką Z Zapałkami ulicami zimowego, sylwestrowego miasta czy pędzimy saniami Królowej Śniegu z siedzącym obok Kayem. Innym razem kołyszemy spokojnie kielich tulipana z zasypiającą właśnie Calineczką. Kiedy indziej właśnie podajemy Elizie kolejne włókno pokrzywy, z której tka kolczugi dla ukochanych braci zamienionych w dzikie łabędzie. Takiemu otwieraniu kolejnych drzwiczek wyobraźni i buszowaniu we wspomnieniach sprzyja swoista struktura tych utworów - stale powtarzające się pętle, do których wraca się tu stale i wraca niemalże za każdym razem trochę inaczej.
      Sami piszą na stronie Home.Pop.Rec, że są to "utwory pomiędzy piosenką a instalacją dźwiękową" i trudno nie przyznać im racji. Można mieć tylko nadzieję, że ten ciężki niekiedy do przejścia chaos i brzmieniowe dysonanse nie staną się ich znakiem rozpoznawczym. W każdym razie tej płyty nie tylko można, ale i warto słuchać. I wsłuchiwać się w siebie. I spoglądać uważnie w swoją wyobraźnię. Żeby te obrazy, które powstają kolorowały nam codzienność.

Anna Pomozow (www.independent.pl)



      Nowopowstała wtwórnia HomePop.Rec zdaje się specjalizować w delikatnych i miłych dla ucha formach muzycznych, odwołujących się silnie do ludzkich emocji. Kolejna płyta w szeregach tego nowego labelu to duet At Home, który tworzą Tomasz Bień oraz Tomasz Kowalski. To już trzeci Tomasz w stajni HomePop.
      "At home" to dość krótki materiał, bo zaledwie 37 minut, ale za to intensywny i potrafiący wciągnąć słuchacza. Te 8 utworów to delikana tkanka, filigranowe utwory oparte zarówno na cyfrowej technice, analogowych klawiszach, jak i dźwiękach otoczenia. Nie zabrakło tu również odniesień do avant-rocka ("3:17"). Debiutancki materiał przynosi nam muzykę ciepłą, która szybko aklimatyzuje się w naszym pomieszczeniu, otaczając nas swoją dźwiękową opieką. U mnie płyta "poleciała" trzy razy. Dzieje się chyba tak, że duet Tomaszów nagrał materiał bardzo wdzięczny, nie posiadający zbędnych dźwięków, szybko przyswajalny i wtapiający się w nasze otoczenie. Dlatego to płyta, która może grać, grać i grać...[8/10]

Tomasz Właziński (www.alternativepop.pl)